Start arrow Rodzina i otoczenie arrow Historia najsłynniejszej polskiej miłości - Marysieńka Sobieska i jej Celadon

Cytat

Przyjął ofiarę śmierci daleko chętniej niż ofiarę tronu przed dwudziestu trzema laty...

bp. Załuski o śmierci Jana III

 

Twój głos

Czy Twoim zdaniem Rzeczpospolita była mocarstwem europejskim?
 

Wieści

Historia najsłynniejszej polskiej miłości - Marysieńka Sobieska i jej Celadon
 

Maria Kazimiera

25.I 2009

Ta historia miłosna nie ma sobie równych. Są to dzieje małej dziewczynki, która  przybywa do dalekiego i obcego kraju wraz z jego nową królową- Ludwiką Marią Gonzagą. Panienka Maria Kazimiera d’Arquien rozkochuje w sobie największych panów królestwa, po to by u boku jednego z nich stać się królową tego kraju. Jednak współcześni możni, a także późniejsi publicyści i historycy nie pozwolili by zapamiętano jej coś więcej niż niespotykaną urodę.

 

Większość ludzi, jeśli już szuka wiadomości o królowej Marii Sobieskiej sięga po ksiażkę Tadeusza Boya – Żeleńskiego. Historycy Otto Forst Battaglia i Kazimierz Piwarski surowo rozprawili się z tą książką, która nie jest ani rzetelna ani… historyczna. Jej zaleta jaką jest znakomity język, nie powinna przesądzać o naszym postrzeganiu królowej.

Część I 

 

Otwarcie puszki Pandory nad Wisła

Nawet jej data urodzenia nie jest do końca pewna, być może samej królowej – kobiecie w każdym calu – nie zależało zbytnio na ujawnianiu swojego wieku. Jako mała dziewczynka (cztero- lub pięcioletnia) została oddana na dwór księżnej Ludwiki Marii Gonzagi, która właśnie miała poślubić Władysława IV Wazę, króla Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Księżna de Nevers (taki tytuł przysługiwał Ludwice Marii Gonzaga) miała nietypowy plan zbudowania stronnictwa francuskiego w Polsce – zabrała ze sobą cały orszak panien francuskich: młodych, pięknych, niekoniecznie zamożnych, acz z dobrych rodów. Była to potężna broń polityczna, bowiem rozkochani w Francuzkach, polscy magnaci nieraz ulegną podszeptom swych olśniewająco pięknych żon. Poślubili te panny przedstawiciele takich rodów jak Wielopolscy, Pacowie, Zamoyscy, Sobiescy. Królowa Ludwika Maria nada Polakom i Litwinom nowy standard w polityce, w którym także kobiety będą odgrywały swoją rolę. Nie wspomnę o tym, jaką rewolucję wprowadziły panny strojąc się nader odważnie jak na nadwiślańskie trendy:

gdy na ponętę żądzy wdowy i mężatki

ukazują i piersi, i nagie łopatki

Ludwika Maria zdążyła przeżyć swojego męża, poślubić jego brata i następcę – Jana Kazimierza, a tymczasem młodziutka Maria Kazimiera została wysłana na nauki do Nevers. Uczyła się tam języka francuskiego, dostojnych manier, obracała się w kręgach arystokratycznych i… piękniała. Mając lat dwanaście wróciła do Warszawy i już niebawem jej urodę zaczęli dostrzegać dworzanie. Sam Jan Andrzej Morsztyn napisał o niej kilka miłych rymów, zanim jeszcze ona sama stała się na dworze kimś wyjątkowym. Jak wyglądała? Na jaką piękność wyrosła?

 

Jej oczy są tak żywe i tak błyszczące, że żadnemu malarzowi, jak słyszałem, nie udało się uchwycić w pełni jej spojrzenia –mawiał jeden Francuz. Inny dodawał, że miała oczy czarne w ślicznej oprawie… dość kiedy na kogo spojrzy przychylnie, to już trudno oprzeć się jej wejrzeniu. A oto co napisał o niej Morsztyn:

Ta pierwsza twarzą, choć ostatnia laty,

Zrodzona między grzecznymi Francuzy,

Wolna jest spalić w popiół oba światy

Od wschodu słońca, aż gdzie się zanurzy…

Tymczasem przyszedł rok 1655 i na warszawski sejm zjechali się dostojnicy z całego królestwa. Był wśród nich młody starosta jaworowski Jan Sobieski i choć szczegóły jego umizgów nie są znane, wiemy, że zakochał się w panience d’Arquien. Nie dane było mu jednak starać się o jej rękę bowiem Rzeczpospolita wpadła w odmęty „potopu” a sam Sobieski zabłądził w szeregi szwedzkiego króla. Tymczasem na horyzoncie pojawił się nowy konkurent. Jan „Sobiepan” Zamoyski, wnuk wielkiego kanclerza Jana Zamoyskiego, wsławił się hardą obroną Zamościa przed Karolem Gustawem, był właścicielem ogromnego majątku i wiernym stronnikiem królewskiego dworu. To jemu królowa postanowiła oddać piękną wychowankę i tak zaczęła się korespondencja między panną d’Arquien a Zamoyskim, dla którego Sobieski nie mógł być żadnym konkurentem. W tej wojennej zawierusze Zamoyski poślubił w Warszawie Marię Kazimierę 6 marca 1658 roku, w kontrakcie ślubnym przyznając jej 600 tys. zł ze swoich dóbr i 12 tys. zł na roczne wydatki osobiste, co było wówczas bardzo poważną sumą. Pięciodniowe uroczystości weselne, błogosławieństwo od pary królewskiej,  stanie się żoną jednego z najbogatszych i najpotężniejszych magnatów Rzeczypospolitej – tutaj cała miłosna historia mogłaby się skończyć, Jan Sobieski mógłby poszukać innej kandydatki na małżonkę a losy Rzeczypospolitej potoczyłyby się zgoła inaczej. A jednak…

 

„Kochany Tiaptuta”

Jan Zamoyski miewał pewne wady mężowskie, o których żona zapewne na początku nie wiedziała. Swój prywatny harem złożony z wiejskich dziewcząt rozpuścił, ale mentalności pijaka i rozrzutnego hulaki nie zmienił. Maria Kazimiera była jednak mężowi oddana, nazywała go „kochanym Tiaptutą”, a kiedy się na niego gniewała groziła mu w listach, że „nie będę cie miała za sinka, ale za gnoyka, szfinia ty, i nie będziesz ciacia”. Pierwszą ciąże znosiła źle, bała się, że umrze w połogu. Urodzona w 1659 roku córeczka Ludwika Maria zmarła po miesiącu. Druga ciąża skończyła się poronieniem, Zamoyska długo chorowała. Okazało się, że mąż nie poświęcał żonie czasu, zajęty polityką i wojowaniem, nie znajdywał czasu by pisać listy, nie mówiąc o wspieraniu jej w ciężkich chwilach. Tym bardziej bolało to młodą Marię Kazimierę, że powszechnie znane były uczty i biesiady „Sobiepana”, na które nigdy nie brakowało mu czasu. Ponadto dworzanie Zamoyskiego byli niechętni jego żonie, a to im właśnie „Sobiepan” dawał posłuch. W nocy 4/5 grudnia 1660 roku urodziła córeczkę – Katarzynę Barbarę, która zmarła po dwóch latach. Trzecia córka urodzona w 1664 roku umarło niedługo po urodzeniu. Maria Kazimiera dbała o męża jak umiała, gdy chorował, opiekowała się nim, myślała o podarunkach dla niego i pisała mu czułe listy. Ale w międzyczasie ponurego życia pani na Zamościu, zaczyna się korespondencja z chorążym koronnym Janem Sobieskim, którego Pielaszkowice leżą niedaleko Zamościa…

Celadon, Astrea i Pomarańcze

To właśnie listy staną się zaczątkiem prawdziwej miłości. Ich listowne rozmowy z początku będą dotyczyć spraw nieistotnych, lecz wkrótce zamienią się we flirt i wyznania miłosne. Dla Sobieskiego i pani Zamoyskiej, a później dla państwa Sobieskich charakterystyczny będzie język, jakim się posługiwali. Nadawali oni ludziom i zjawiskom własne imiona, które wyrażały ich stosunek do otaczającego świata. I tak Sobieski nazywany był w listach „Prochem”, „Sylwandrem” albo „Jesienią”, ona sama zaś „Różą”, „Esencją”, „Jutrzenką”, Zamoyskiego oboje nazywali „fujarą”, „koniem” albo „makrelą”. Swoją miłość nazywali „pomarańczami” i oboje zabiegali, żeby być nimi sowicie obdarowanymi. Pewnego dnia Zamoyska posłała Sobieskiemu słynny wówczas romans pasterski Honoriusza Durce „Astra” opowiadający o platonicznej miłości pasterza Celadona do pięknej Astrem, która swe serce oddała jednak innemu mężczyźnie. Na Janie Sobieskim dzieło zrobiło ogromne wrażenie i od tej pory oboje przejęli role zakochanych z literackiego romansu. Czy Maria Kazimiera była szczerą przyjaciółką chorążego koronnego, czy może od pewnego czasu świadomie rozbudzała w nim wielkie uczucie?Marysieńka Sobieska

Dość wspomnieć, że kiedy nadarzyła się ku temu okazja (jesienią 1661 roku) oboje spotkali się w warszawskim kościele Karmelitów i kawaler Sobieski złożył mężatce Zamoyskiej śluby wierności, a na znak aprobaty Maria Kazimiera zgodziła się zamienić piercionkami. Od teraz nie można było wątpić, że zaczął się ich prawdziwy romans, pewna bariera została przekroczona, a oboje zostali powiązani węzłem tajemnicy.

Wolna!

W dość skandalicznej atmosferze wyjechała na pewien czas do Francji. Szeptano, że zrobiła to bez wiedzy męża, że była to właściwie ucieczka przed nim. Będąc w Paryżu zachwycała się zachodnim światem, spędzała czas z rodzicami i próbowała zachęcić do przeniesienia się nad Loarę to Zamoyskiego to… Sobieskiego. Żaden jednak nie uległ jej namowom, a Zamoyski nawet przestał dosyłać jej oczekiwanych pieniędzy, więc Maria Kazimiera zmuszona była wrócić. Nad krajem zbierały się powoli czarne chmury nieostrożnych reform królewskich i wojny domowej, w której Maria Kazimiera będzie stać po stronie swej protektorki – królowej Ludwiki Marii. I właśnie wtedy 7 kwietnia 1665 roku umiera jej mąż, w stosunkowo młodym wieku, ale zniszczony chorobą weneryczną organizm nie miał już dość siły. W tej sytuacji nowych barw nabrał ślub wierności Jana Sobieskiego

Dwa śluby

Kochankowie zobaczyli się, kiedy ona była jeszcze w żałobie. Ledwie minął miesiąc od zgonu męża a Maria Kazimiera i Jan Sobieski wzięli potajemny ślub – pojawiali się na językach całej elity kraju, w którym nic nie mogło się utrzymać w tajemnicy. Jednak Jan Sobieski nie był już wtedy tylko drugorzędnym graczem na scenie polskiej polityki – po procesie Jerzego Sebastiana Lubomirskiego zgodził się przejąć po nim urząd marszałka wielkiego koronnego stając tym samym po stronie dworu w toczącej się rozgrywce. Maria Kazimiera Sobieska stała się istotnym środkiem nacisku na robiącego zawrotną karierę magnata.

            Jakże inne to było małżeństwo! Tyle było w nim nieustającej aż do końca życia czułości i troski! Dzięki obfitej korespondencji obojga małżonków możemy poznać ich stosunek do siebie, ich język i sprawy, o jakich rozmawiali. I taki związek nie mógł obejść się bez prawdziwego, staropolskiego ślubu, toteż 5 VII 1665 roku trzydniowe uroczystości weselne wypełniły Warszawę. Ślubu udzielił nuncjusz papieski Pignatelli, który do historii wejdzie później jako papież Innocenty XII.

Żona ministra

Oboje wpadli w wir zamętu, jaki ogarnął Rzeczpospolitą. Na początku 1666 Jan Sobieski otrzymał buławę polną koronną i pod Mątwami przyszło mu gorzko zapłacić za wzięcie urzędu od znienawidzonego przez szlachtę króla. Wkrótce potem zmarła królowa Ludwika Maria i wiele się miało zmienić w kraju, a tymczasem ukochana Marysieńka wyjechała znów do Francji by tam urodzić Janowi pierwsze dziecko. Ale nad Wisłą wciąż nie układało się dobrze młodej parze, toteż Marysieńka zaczęła starać się ponownie by sprowadzić męża do Francji, tam otrzymać od Ludwika XIV jakiś poważny urząd i reszty dni dokonać na dworze króla – słońce. Tutaj po raz pierwszy okazuje się jak wielki wpływ chciała mieć Marysieńka na swojego męża, a jaki miała naprawdę. Ani Sobieski nie myślał o opuszczeniu kraju, ani nawet nie przystał na kolejność imion swojego pierworodnego syna, ochrzczonego imionami Ludwik Henryk Jakub – w Polsce miał się ów pierworodny zwać Jakubem Ludwikiem. Ale i pomyślniejsze wiatry zaczęły wiać dla państwa Sobieskich, gdy pod Podhajcami hetman polny koronny odniósł błyskotliwe zwycięstwo, a wkrótce potem Jan Kazimierz przyznał mu buławę wielką koronną. Król wkrótce potem abdykował, rozpoczęła się walka polityczna na polu elekcyjnym

 

Wielbicielka Francji

            Marysieńka była zafascynowana dworem francuskim, jego manierami, bogactwem dopiero co wybudowanego Wersalu i blichtrem króla słońce. Nic więc dziwnego, że właśnie stronnictwo francuskie popierała Marysieńka a za nią (i za pieniędzmi francuskimi) popierał je także Jan Sobieski. Sprawa jednak się skomplikowała, bowiem na tronie Rzeczypospolitej zasiadł prohabsburski Michał Korybut Wiśniowiecki. Był to też osobisty cios w Marysieńkę, która procesowała się z Wiśniowieckimi o schedę po swoim pierwszym mężu. Jako znacząca protektorka stronnictwa profrancuskiego domagała się od Ludwika XIV należytej zapłaty. Nie tylko pieniędzy oczekiwała – słała liczne listy do króla – słońce niemal żądając tytułów arystokratycznych dla swojego ojca i swojej rodziny. Zasadniczość Ludwika XIV była nie do złamania, aż do końca życia we Francji markiz d’Arquien pozostał tylko markizem. W 1670 roku po raz trzeci i ostatni odwiedziła Francję, zapewne musiał boleć ją fakt, że wspaniały Ludwik XIV miał ją za nikogo więcej jak swoją poddankę. Przyjdzie jeszcze czas, gdy Marysieńka będzie mieć swoją satysfakcję i swoje zwycięstwo nad Burbonem, lecz najbliższe lata były nadal jeszcze proszeniem o królewską łaskę. Latem 1673 roku do Polski przyjechał brat Marysieńki –Anna(!!!) Ludwik d’Arquien, hrabia Maligny, który w Polsce spędzi resztę swojego życia, a w 1690 roku sejm Rzeczypospolitej nada mu indygenat. W jesiennej kampanii wojennej 1673 roku hr. Maligny cierpliwie będzie wypełniał polecenia siostry dbając o… ciepłe ubieranie się „Jachniczka”, jego chronienie się przed deszczem i dobre odżywianie. A tymczasem sam Celadon zwyciężył potężną armię turecką pod Chocimiem, co wraz ze śmiercią króla stworzyło wspaniałą perspektywę do zdobycia korony Obojga Narodów.

Wolna elekcja 1673 – czas politycznej próby.

Elekcja po śmierci Michała Korybuta Wiśniowieckiego nie została dostatecznie zbadana przez historyków i dokładnie nie wiemy, jaką rolę odegrała tam Marysieńka. Jej poufna rozmowa z reprezentantem francuskim biskupem Marsylii Forbin Jansonem z pewnością ułatwiła Wersalowi zdecydować się na popieranie Sobieskiego. Z jednej strony sam Sobieski nie ubiegał się o tron… przynajmniej oficjalnie. Istnieje podejrzenie, że Sobieski skrzętnie umiał wykorzystać swój wizerunek spokojnego i wstrzemięźliwego od zaszczytów magnata, tymczasem Marysieńka wykonywała wiele potrzebnych rozmów politycznych. Podział ról poskutkował jak najlepiej – działania Marysieńki i sława wojenna Jana doczekały się swej nagrody – 21 maja 1674 roku na polach Woli pod Warszawą zagrzmiały tubalne głosy szlacheckie: „Vivat Joannes Rex”.

Maria Kazimiera została królową i stała się równa Ludwikowi XIV. Ale szczyt sławy był jeszcze przed nią.

Część II - Królowa Marysieńka

Dzieci królowej

Królowa Maria Kazimiera z dziećmiMaria Kazimiera była w ciąży siedemnaście razy – wieku dorosłego dożyła tylko czwórka: Jakub Ludwik urodzony w 1667 roku, Teresa Kunegunda urodzona w 1676, Aleksander w 1677 i Konstanty 1680 roku. Rodzice każdemu z nich nadawali pieszczotliwe imiona, były to kolejno: Fanfanik, Pupusieńka, Filonecik i Murmurek. Dwoje dzieci zmarło w dzieciństwie: Adelajda Teofila urodzona w 1672 roku zmarła mając 5 lat, oboje rodzice bardzo za nią płakali, tym bardziej, że dziewczynka umierała w męczarniach. Zachowywała się dziwnie dojrzale – pocieszała rodziców jeszcze na łożu śmierci, mówiła o swojej młodszej siostrzyczce i o tym, że ją rodzice bardziej kochali. Syn Sobieskich – Jan, urodzony w roku odsieczy wiedeńskiej zmarł po trzech latach i o tym dziecku nie wiemy praktycznie nic. Cała reszta dzieci zmarła tuż po urodzeniu, lub urodziła się martwa.

W XVII wieku rodzice nie przywiązywali się do swoich dzieci, które nieczęsto dożywały piątego roku życia. Kobiety często umierały w połogu.

Wychowała dzieci inaczej niż robiły to staropolskie matrony – jej dzieci żyły w lepszych warunkach, z dala od niebezpieczeństw, pod okiem nadopiekuńczej matki. Cała czwórka zdradzała tę jedną cechę matczynego wychowania: rozpieszczenia. Tym samym trzej synowie znacznie będą się różnić od swojego ojca, który dorastał pod okiem surowej matki.

 Warto tu zaznaczyć, że opinie jakoby Marysieńka była chora na kiłę nie znajdują potwierdzenia. Jedyną przesłanką ku temu była choroba jej pierwszego męża, oraz stwierdzona po śmierci Jana Sobieskiego na jego ciele: „gangrena koło jajec”. Z drugiej strony wątpliwe jest by kobieta zarażona kiłą przeżyła jeszcze w dobrym zdrowiu 50 lat i urodziła kilkoro zdrowych dzieci. Jak już wspomniałem śmierć tylu niemowląt nie była w tamtych czasach czymś nadzwyczajnym. Nikt też nie odnotował,  żeby uroda królowej ucierpiała w wyniku objawów przypisywanych kile. Temat zdrowia pary królewskiej czeka na swoje opracowanie.

Ach, ta kobieca małostkowość

            Maria Kazimiera nie pochodziła z wysokiego rodu i kiedy do Polski stopniowo przeniosła się większość jej rodziny sprawiali oni polskiemu dworowi nie lada kłopotów. Największym dziwakiem był ojciec królowej markiz d’Arquien, który już w latach 70-tych rokował sobie rychłą śmierć, przeniósł się nad Wisłę, a następnie…przeżył swojego zięcia Sobieskiego i doczekał się prawnuków. Dodatkowo na stare lata królowa wybłagała mu wreszcie jakiś poważny urząd, lecz nie od króla francuskiego jak starała się przez lata, ale od papieża – i tak stary hulaka został kardynałem Kościoła Katolickiego(umarł mając więcej jak sto lat)! O bracie Marysieńki, który oddał się służbie Rzeczypospolitej wspomnieliśmy wyżej. Stosunku rodzinne komplikowała dodatkowo obecność ambasadora francuskiego markiza Bethune, którego żona była siostrą królowej. Przynosiło to wiele nieporozumień w etykiecie, która nie mogła sobie poradzić z kolejnością rozsadzenia przy stole np. Marii Ludwiki, która była aż siostrą królowej, ale tylko żoną ambasadora Francji. Podobnie było z samym Bethunem, który był królewskim szwagrem, ale i obcym dyplomatą, więc posadzenie go bliżej króla mogło rozgniewać dyplomację wiedeńską. Obu siostrom zdarzały się także kobiece kłótnie, które wypełniały niezdrową atmosferą dwór królewski, obie też skarżyły się to do Ludwika XIV to do Jana III, ale żaden z nich nie angażował się w kobiece nieporozumienia. O swojego Jachniczka dbała jak tylko mogła. Gdy w 1687 roku przebywała w wodach leczniczych w Cieplicach na Śląsku, a dotarła do niej wieść o ciężkim zachorowaniu męża natychmiast ruszyła w szalenie szybką drogę powrotną nie opuszczając nawet na chwilę powozu. Nawet w listach czasów odsieczy odnajdujemy fragmenty poświęcone wzajemnych relacjach o samopoczuciu, zdrowiu, ciepłym ubieraniu się i dbaniu o siebie.

 

Marysieńka Sobieska w polityce Rzeczypospolitej.

            Tadeusz Boy – Żeleński (i Kazimierz Waliszewski we wcześniejszej biografii Marysieńki) wbił do głowy swoim czytelnikom, że król był tak powolny swojej żonie, że nawet na wojny chadzał za jej zgodą. I tak miał szybko zawrzeć rozejm w Żórawnie, bo śpieszył się do żony, na odsiecz Wiedniowi miał pójść z przekory Marysieńki wobec Ludwika XIV… Także magnacka opozycja nieraz skarżyła się na królową i jej francuskie wpływy na politykę. Kiedy jednak przyjrzymy się faktom proporcje wpływów obojga małżonków na politykę nieco się zmieniają. Jak wspomniał niedawno profesor Kazimierz Przyboś „Sobieski przytakiwał swojej żonie po to by dała mu spokój, ale robił swoje”. Ponadto królowi mogło być na rękę, że cięgi za zbliżenia z Francją zbiera jego żona, a on sam zostaje niezmiernie popularny. Faktem jest, że obecność Francuzki na tronie ułatwiała zbliżenia z Wersalem, bowiem Ludwik XIV był pewien lojalności swej dawnej poddanej i z większą pewnością podejmował się ważnych rozmów. Marysieńka gorąco wspierała męża we wszystkich przedsięwzięciach. Podczas jego marszu na Wiedeń odprowadziła go pod samą granicę austriacką a sama czas bitwy spedziła na modłach w katedrze królewskiej na Wawelu. Gdy Filip Dupont wpadł do katedry z wieścią o niebywałym zwycięstwie Marysieńka zemdlała z wrażenia! Bóg wysłuchaj jej modłów, a ona stała się żoną najpopularniejszego króla w Europie!Maria Kazimiera na koniu

            Kiedy Sobieski przysłał do Krakowa pierwsze łupy spod Wiednia Marysieńka zaraz kazała rozbić wspaniały namiot wezyra na Błoniach a najcenniejsze zdobycze eksponowała zdumionym mieszczanom i cudzoziemcom.

            Wraz z mężem marzyła o koronie królewskiej dla Jakuba – jednak gorliwe i szczegółowe wskazówki dla pierworodnego zaowocowały chęcią syna do usamodzielnienia się. Zbliżał się czas, gdy drogi matki i syna miały się rozejść.

            Była też bardzo drobiazgowa – w korespondencji z mężem odnajdujemy fragmenty, w których przypomina mężowi wzięcie opłaty za przyznanie jakiegoś starostwa. Pomijając ocenę tego zwyczaju pobierania opłat za urzędy, zdziwienie wzbudza sam fakt zajmowania się takimi detalami przez królewską parę.

Czy Marysieńka była regentką Polski?

            W latach 90 – tych polityczna aktywność królewska znacznie zmalała. Przyjęło się mówić, że właściwy ster rządów przejęła Marysieńka. Oprócz opiekowania się schorowanym mężem, wyszukiwania dobrych partii dla swych dzieci i dbaniem o majętność rodową zaczęła kuć polityczny sojusz z Francją – dawno zarzucony od czasów Ligi Świętej. Latem 1692 roku (15 lipca) podpisała z Ludwikiem XIV traktat sojuszniczy – Rzeczpospolita miała podpisać separatystyczny pokój z Turcją ( a więc wystąpić z Ligi Świętej) a w zamian miała otrzymać francuskie subwencje oraz poparcie dla Jakuba Sobieskiego w walce o tron po śmierci ojca. Wraz z przybyciem do Warszawy nowego francuskiego ambasadora (Bethune wyjechał do Sztokholmu) sojusz ten miał poszerzyć się o Danię i Szwecję tworząc w ten sposób nową siłę polityczną we wschodniej Europie. Ten sojusz północny wiązałby się też z duńskim ożenkiem Teresy Kunegundy, która miała poślubić następcę tronu z Kopenhagi. Abstrahując od różnych skomplikowanych trudności w realizacji tego sojuszu to jednak nie wszedł on w życie głównie w wyniku sprzeciwu króla. Misternie układane porozumienie rozpadło się z powodu niechęci Sobieskiego, co poddaje regencję Marysieńki w wątpliwość. Podobnie przedstawia się sprawa z biskupem wileńskim Konstantym Brzostowskim, który wiosną 1694 roku rzucił klątwę kościelną na samowładnych i łamiących prawo Sapiehów. Marysieńka mediowała pomiędzy dwiema stronami i kiedy już niemal doprowadziła do zgody Sobieski sprzeciwił się porozumieniu.

            Udanym przedsięwzięciem Marysieńki było wysłanie w 1694 roku dwóch wielkich transportów zboża do ogarniętej wojną Francji, na których zarobiła kilkaset tysięcy talarów.

W nowej roli

Maria Kazimiera była kochającą żoną i choć nie zyskała aprobaty jej biografów i historyków, to jednak powoli nadchodzi czas jej rehabilitacji. Prawdziwie naukową biografię napisał Michał Komaszyński, z którego lektury możemy wyczytać wiele interesujących informacji o Marysieńce; wszystko zaś oparte na źródłach historycznych a nie dziennikarskiej fantazji. Małżeństwo Sobieskich przeszło do historii jako prawdziwa, szczera i dozgonna miłość, która trwale zapisała się w polskiej literaturze arcydziełami epistolografii.

Kiedy 17 czerwca 1696 roku umarł Jan Sobieski świat Marysieńki zadrżał w posadach. Skończyła się historia królowej, skończyło się bezpieczne i komfortowe życie, ale przede wszystkim skończyła się ziemska miłość. Szloch Marii Kazimiery niósł się echem po wilanowskich komnatach, ale nic już nie mogło przywrócić życia „Jachniczkowi”.

Tymczasem trzeba było zająć się palącymi potrzebami rodu. Wewnątrz rodziny wystąpił głęboki podział, bowiem Jakub Sobieski chciał działać absolutnie niezależnie i bez porozumienia z resztą rodziny. Ponadto poprzez swoje małżeństwo był związany z cesarzem austriackim, co bardzo ograniczało Sobieskim polityczne pole manewru. Gniew i frustracja opozycji znalazła ujście w zemście na królowej – podczas bezkrólewia musiała opuścić Warszawę, co bardzo ucieszyło ambasadora Francji opata Bonportu Polignaca, któremu przyjaźń z królową zaczęła ciążyć. Ale i królowa nie pozwoliła sobą bezkarnie pomiatać, przeniosła się do Gdańska gdzie przechwytywała francuskie listy i robiła jak najgorszą opinię Francji, której kandydat książę Conti miał przybyć właśnie do Gdańska. Bezkrólewie się skończyło, w wyniku niesnasek w rodzinie żaden z Sobieskich nie zasiadł na polskim tronie. Stosunki z nowym królem Augustem II układały się raczej chłodno, więc Marysieńka uznała, że nad Wisłą nie ma nic więcej do zrobienia. Po tym jak od wczesnego dzieciństwa całe życie spędziła w kraju Sarmatów tak teraz postanowiła go na zawsze opuścić.

W Wiecznym Mieście

29 października 1698 roku liczny orszak królowej przekroczył granicę Śląska, jednak ostatnie pożegnania z poddanymi było bardzo tkliwe – gromkie wiwaty na cześć królową, godne podejmowanie wdowy po Lwie Lechistanu i płacz jej podopiecznych był prawdziwym uznaniem dla Sobieskiej. Reakcje ludności krain, przez które przejeżdżała były hołdem dla zbawcy chrześcijaństwa – szczególnie wędrówka po Italii. W Rzymie na prywatnej audiencji przyjął ją papież Innocenty XII, człowiek, który przed laty udzielił Marii Kazimierze ślubu z Sobieskim. Królowa nosiła się po królewsku – utrzymywała aż 260-osobowy dwór, w tym także królewską gwardię. Bardzo dbała o ceremoniał, jaki należał się królowym, czym nieraz wprawiała obecnych w Rzymie dyplomatów w zakłopotanie.

Czas upływał jej na zajmowaniu się rodziną i sprawami majątkowymi. Stary kardynał d’Arquien korzystał z gościnności córki, przebywał też często w wnuczkami. Wiele przykrości sprawił matce młodszy syn Aleksander, który nawiązał romans z pewną kurtyzaną. Wkrótce sprawa nabrała cech skandalu, lecz nawet doprowadzenie kurtyzany do opuszczenia miasta i zapłacenie jej pieniędzy na przyszły posag (byle wyszła za mąż) nie uciszyły sprawy. Może i lepiej więc, że królewicze opuścili wkrótce Italię i udali się do Polski. Królowa nawiązała też zażyłą przyjaźń z kardynałem protektorem Francji Pietyro Ottobonim, o której to znajomości także było głośno w Rzymie.

Bezradny świadek upadku

Na dowód, że królowa wciąż myślała o Polsce przytoczmy fakt, że po zajęciu Elbląga przez Brandenburgię zaoferowała 300 tys. złotych pożyczki na jego wykupienie. Wkrótce jednak złe wieści zaczęły napływać z Rzeczypospolitej, którą właśnie ogarnęła straszliwa wojna północna. Na domiar złego obawiający się kandydatury Sobieskich do tronu, August II porwał Jakuba i Konstantego i uwięził ich w twierdzy Konigstein w Saksonii. Na nic zdały się zabiegi królowej u papieża, u Ludwika XIV, listy słane do Augusta. Wielka polityka rządziła się swoimi prawami i wdowa po królu Polski nie miała nic do powiedzenia. Kiedy na zachodzie Europy wybuchła inna wielka wojna – sukcesyjna hiszpańska, także trzecie dziecko Sobieskich wpadło w tarapaty – elektorowa bawarska Teresa Kunegunda musiała opuścić kraj i udać się na wygnanie. Spotkanie matki i córki było swoistym znakiem czasu – żadne z Sobieskich nie mogło zagrzać miejsca po śmierci głowy rodziny. Kiedy Karol XII wkroczył do Saksonii i zażądał uwolnienia synów królewskich, Marysieńka wreszcie mogła zasnąć spokojnie. Jednak w jej głowie świtał już plan przeniesienia się do kraju, w którym się urodziła -  do Francji. Żył jeszcze Ludwik XIV, królowa liczyła więc na przychylne przyjęcie przez monarchę, z którym prowadziła osobistą grę przez dziesiątki lat. Tymczasem w 1711 roku do Italii przyjechał Jakub Sobieski i Maria Kazimiera przygotowała wszystko na jego przybycie. Niestety- Jakub nie zamierzał odwiedzić nawet własnej matki. Rzym nie miał już Marysieńce nic do zaoferowania.

Ostatnia rezydencja

19 czerwca 1714 roku Maria Kazimiera ze szczuplejszym już orszakiem ruszyła w drogę do Francji. W kraju Ludwika XIV miała sporą lokatę gotówki na procent, mogła więc liczyć na dostatnie życie. Dochody z dóbr w Rzeczypospolitej zmalały wskutek zniszczeń wojennych i ostatnie lata spędzone w Rzymie nie rokowały dobrej przyszłości. Siedemdziesięcioletnia królowa przejechała całą Francją przejeżdżając także przez swoją rodzinną miejscowość – Nevers. Jej ostatnią siedzibą został zaniedbany nieco, ale wciąż majestatyczny zamek w Blois. Kiedy zamek wpadł w gospodarne ręce królowej zaraz zapełnił się ludźmi, odmienił nieco swoje wnętrza, zadudnił muzyką i gwarem odwiedzających ją gości. Wśród nich był także zięć Marii Kazimiery elektor bawarski Maksymilian Emanuel. Ludwik XIV nie pozwolił królowej spełnić jej ostatniego marzenia – odwiedzić raz jeszcze Paryża i Wersalu. Pewna niechęć ze strony francuskiego monarchy musiała jednak pozostać skoro wydał zakaz zbliżania się Sobieskiego do stolicy. W takim to posępnym otoczeniu, mając jedną ze swych wnuczek jako towarzyszącą jej pociechę 30 stycznia 1716 roku królowa Maria Kazimiera d’Arquien Sobieska zmarła.

            Jej trumna w tajemniczych okolicznościach została zabrana z Blois i dostarczona do Warszawy, pozostawiono ją przed kościołem Kapucynów, gdzie spoczywało ciało jej męża. Michał Komaszyński podejrzewa, że o powrót ciała do Polski zadbał wierny dworzanin Sobieskich Filip Dupont, lecz dopiero 15 stycznia 1734 roku trumna z jej ciałem znalazła się na Wawelu.

            Historia Marysieńki i jej miłości z Janem Sobieskim zasługuje na oddzielne, obszerne opracowanie, śmiało można by poświęcić jej osobną stronę internetową. Tu towarzyszy tylko swojemu mężowi, ale pamięć o niej nie zaginie dzięki miłosnym listom, jakie się licznie zachowały. Oby tylko paszkwile Waliszewskiego i Boya – Żeleńskiego zaczęto traktować z przymrużeniem oka…

 

Jakub Augustyn Maciejewski

wielkisobieski@gmail.com 


Komentarze użytkowników  RSS z komentarzami
 

Średnia ocen użytkownika

 

Pokaż 10 z 10 komentarzy

1. 17-04-2011 06:04

Naprawde cudowne nigdy nie widziałam lepszej biografi :) :cry :eek 8) ;) :grin :)
Marysieńka Sobieska

2. 08-06-2010 18:54

Chujnia jakiej mało!
Wentyl Nakonieczny

3. 09-06-2009 09:58

Hmmm... Jakich nieścisłości? Ten tekst jest właśnie na biografii autorstwa Komaszyńskiego oparty, dodatkowo na listach Sobieskiego, pracy Piwarskiego i Battaglii polemizujących z tekstem Boya - Żeleńskiego. 
 
Zastanawiające, że ten tekst budzi największe zainteresowanie na stronie :) Miłość wabi nawet bardziej niż wojna ;)
Jakub Maciejewski

4. 07-06-2009 18:31

Trochę tu nieścisłości, ale tekst niezły. Piszę właśnie pracę naukową na temat konfitur (listów), tak więc jest mi to najbliższa historia miłosna i chyba najpiękniejsza, skoro nawet męka pisania nie zmienia mojego uwielbienia do bohaterów:)Cała historia ma jeszcze wiele, wiele smaczków, intrygi Marysieńki i Ludwiki (np. jak zaciągnęły Jana tak szybko do ołtarza), polecam biografie Marysieńki :)
onamovie

5. 15-03-2009 18:00

Wzruszyłam się... i zazdrosna jestem szczerze mówiąc...o ta miłość właśnie...
AgaPe

6. 10-02-2009 11:19

Prawdziwa miłość nawet na szczytach władzy, fascynujące!
Koriat

7. 07-02-2009 16:18

I pomyśleć, że na tej biednej Marysieńce psy wieszają nie zazdrosne kobiety, ale własnie mężczyźni! Pomysł z WielkąMarysieńką.pl jest świetny, wiele jest jeszcze w internecie do zrobienia 8)
Jakub Maciejewski

8. 06-02-2009 14:59

Dodam jeszcze, że moja córka w książce z II czy III klasy sp miała czytankę w stylu: 
do Wilanowa przylatuje posłaniec z wieściami o zwycięstwie pod Wiedniem (i bodaj z workiem ziemniaków :grin ), a Marysieńce nie chce się wstać z łóżka. Jest to po prostu szalenie krzywdzące.
agx

9. 05-02-2009 14:32

Wspaniały tekst!!! 
Może równolegle strona WielkaMarysieńka.pl?
Dziewczyna

10. 26-01-2009 14:50

Fajny tekst nt mojej ulubionej "love story". A historia pt zubożała Francuzka zostaje królową to się na niezły film nadaje.
agx

Pokaż 10 z 10 komentarzy

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2014 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
następny artykuł »

© 2008 WielkiSobieski.pl     Projekt i realizacja desi9n.pl